Rozmowa z Martinem Kühnlem, adwokatem z kancelarii Goldenstein & Partner działającej w Poczdamie, Berlinie i Szczecinie.
O co pytają pana Polacy, którzy chcą robić interesy w Niemczech?
Pierwsze pytanie zawsze brzmi: Jak mamy prawidłowo i zgodnie z prawem oraz zwyczajami prowadzić interesy w Niemczech?. I wtedy oczywiście muszę spytać, jakie interesy pan prezes, z którym rozmawiam, dokładnie zamierza tam prowadzić. Tak dążymy do wypracowania planu działania nie tylko zgodnego z prawem, ale też zgodnego z możliwościami klienta oraz niemieckimi zwyczajami. A to z tego powodu, że prawo (i porządek w sensie prawnym) to tylko połowa warunków prowadzenia dobrych interesów w Niemczech (tak zresztą jak i w Polsce). Druga powoła to „chemia” między partnerami i znajomość obyczajów. Mówię to, bo często trafiają do naszej kancelarii klienci, którzy mówią, że myśleli, że Niemcy będą reagować inaczej niż się spodziewali, albo zareagowali w jakiś dziwny sposób.
Co Polakom zaczynającym działać za Odrą sprawia największe trudności w niemieckim prawie?
Największe problemy nasi polscy mocodawcy mają z tym, żeby się prawidłowo zachowywać, kiedy niemiecki partner nie zachowuje się zgodnie z ustaleniami wynikającymi z umowy. Zdarza się, że klienci, zanim do nas przyszli, nie zrobili konkretnych, podstawowych kroków, nawet tak prostych jak np. przesłanie prawidłowego wezwania do zapłaty. Nie bronili się.
Jakie niemieckie przepisy mogą okazać się dla polskich przedsiębiorców pułapką lub są wyjątkowo skomplikowane i należy zwrócić na nie szczególną uwagę?
Największą pułapką są przepisy dotyczące umów o dzieło. Jeżeli do tego są jeszcze uzgodnione ogólne warunki umów, tak zwane AGB – Allgemeine Geschäftsbedingungen, i klienci się z nimi nie zapoznali to często zdarzają się problemy.
Więcej na ten temat znajdziecie Państwo na stronach magazynu informacyjno-gospodarczego „Berlin”
http://www.berlinmagazyn.pl
|